mandarynki

Jak bar­dzo byśmy się nie sta­ra­li, jak bar­dzo byśmy nie chcie­li to z gło­wy pew­nych rze­czy wyrzu­cić się nie uda. Moż­na żyć szyb­ko, moż­na zatra­cać się w goni­twie za codzien­no­ścią, wykre­ślać kolej­ne pozy­cje z listy, a nie da się uciec przed wspo­mnie­nia­mi zaszy­ty­mi gdzieś w zamknię­tych szu­flad­kach w gło­wie. I byle bła­host­ka z pozo­ru może roz­lać nam po każ­dej tkan­ce bło­gość taką co czu­je się ją od mro­wie­nia na kar­ku po koniusz­ki pal­ców. I czło­wiek jak nie­speł­na rozu­mu cho­dzi bez celu i uśmie­cha się do wła­snych myśli.

Kupi­li­śmy dzi­siaj man­da­ryn­ki. Taki czas, że man­da­ry­nek ci pod dostat­kiem. I takie cza­sy… Wcho­dzisz do mar­ke­tu czy zatrzy­mu­jesz się przy stra­ga­nie i się­gasz po kil­ka wrzu­ca­jąc do koszy­ka. Innym razem wrzu­cił­byś garść more­li czy cap­nął kobiał­kę tru­ska­wek. Tak odru­cho­wo, tak po pro­stu bo dobrze tro­chę świe­żo­ści do domu zanieść. Robię tak, więk­szość z nas robi. Tym razem te man­da­ryn­ki w towa­rzy­stwie innych zaku­pów zna­la­zły się w domu. Roz­pa­ko­wa­ne i zapo­mnia­ne na chwi­lę, bo inne spra­wy. Wte­dy Jarek chwy­cił jed­ną z nich i otwo­rzył… Zaję­ta czymś innym powio­dłam gło­wą odru­cho­wo za zapa­chem. I w jed­nej chwi­li pomię­dzy jed­nym mru­gnię­ciem powie­ka­mi a dru­gim mia­łam przed oczy­ma dom, mój dom w któ­rym rosłam i w któ­rym na świę­ta te man­da­ryn­ki pach­nia­ły. I te man­da­ryn­ki zawsze razem z Miko­ła­jem przy­cho­dzi­ły i my całą trój­ką w domu, naj­chęt­niej już wcze­snym popo­łu­dniem szli­by­śmy spać żeby tyl­ko łóż­ko poście­lić i zanur­ko­wać w skrzy­ni pod tap­cza­nem, bo wła­śnie w poście­li zawsze kry­ły się miko­ła­jo­we dobro­ci. I choć pamię­tam nutel­lę i pta­sie mlecz­ko i deli­cje i kalen­darz z okien­ka­mi i figur­ka­mi z cze­ko­la­dy to ten zapach — zapach man­da­ry­nek mam w sobie kie­dy myślę o świą­tecz­nym domu. I w gar­dle mnie ści­ska, bo to takie wspo­mnie­nie, z któ­rym nie chcia­ła­bym się nigdy roz­stać. Bo roz­le­wa takie cie­pło w środ­ku, bo przy­po­mi­na śmiech i to cze­ka­nie. Tak, z per­spek­ty­wy cza­su uwa­żam, że to cze­ka­nie i szu­ka­nie było bar­dziej emo­cjo­nu­ją­ce niż roz­pa­ko­wy­wa­nie paczek.

Taki to para­doks cza­sów nastał — kie­dyś nasi rodzi­ce dłu­gi czas myśle­li nad tym skąd i za co wziąć te dobro­ci, któ­re tyl­ko na świę­ta były w domu, a teraz bywa że trze­ba moc­no pogłów­ko­wać co spra­wi radość dziec­ku epo­ki kra­iny lodu i minion­ków :) Wte­dy Oni mar­twi­li się jakie to wspo­mnie­nia będą mia­ły dzie­ci tam­tych cza­sów, a teraz my cza­sem zasta­na­wia­my się czy nasze dzie­ci, kie­dyś będą pamię­ta­ły takie drob­nost­ki, od któ­rych poja­wia­ją się ciar­ki rado­ści na skó­rze.

A kie­dyś choć tak trud­no to tak pro­sto było z tymi man­da­ryn­ka­mi…

simpleandnatural_pl_mandarynki (1)

4 komentarze

  1. Jak Ty to praw­dę całą w sło­wa ubra­łaś. Tak bar­dzo chcia­ła­bym nauczyć M. rado­ści z tych małych rze­czy, spraw. Choć czu­ję gdzieś po kościach, że uda­ło się, choć tro­chę się uda­ło. .

    1. Jak cią­gle gło­wię się czy mi się uda. Choć wyda­je mi się, że wyszu­ka­ne spo­so­by nie będą mia­ły tu zna­cze­nia, zawa­ży pro­sta codzien­ność. Chcia­ła­bym :)

  2. Zapach man­da­ry­nek to jest to, co mnie cie­szy i roz­le­wa się cie­płem po ser­cu. Nie muszę wca­le ich jeść, wystar­czy mi je wąchać. Przy­wo­łu­je to wspo­mnie­nia, a wspo­mnie­nia to zapa­chy. Pie­lę­gnu­ję je w sobie. Mimo, że nie jadam sło­dy­czy to cza­sem kupu­ję bato­nik Kit­Kat. Jak byłam dziec­kiem to tata z USA przy­sy­łał sło­dy­cze, m.in. wspo­mnia­ny bato­nik. Myśmy te papier­ki wci­ska­li mię­dzy stro­ni­ce ksią­żek i oglą­da­li, jak­by to skarb. Teraz kupu­ję głów­nie dla tego papier­ka. Żeby pooglą­dać i wspo­mnieć te chwi­le.

    1. Ależ mnie roz­czu­li­łaś swo­imi sło­wa­mi… Pięk­ne wspo­mnie­nia! Kie­dyś gdzieś czy­ta­łam, że te zwią­za­ne ze sma­kiem i zapa­chem ponoć są naj­sil­niej­sze dla­te­go wywo­łu­ją tyle emo­cji i cie­pła takie­go w samym środ­ku czło­wie­ka :) Pie­lę­gnuj w sobie tego KitKat’a choć­by nie wiem co, bo to pięk­ne.