list

Rok temu na chwi­lę przed miko­łaj­ka­mi napi­sa­łam list do Miko­ła­ja. W tym roku zupeł­nie nie mia­łam do tego gło­wy, ale kie­dy do nie­go wró­ci­łam uzna­łam, że nicze­go bym nie zmie­ni­ła. Nadal jest aktu­al­ny i nadal pro­szę o to samo…

Tra­dy­cyj­nie zaczy­na się chy­ba zawsze od: chcia­ła­bym, praw­da? Otóż nie, będzie jak zwy­kle na prze­kór. Otóż ja dro­gi Miko­ła­ju nie chcia­ła­bym kil­ku rze­czy. Nie chcia­ła­bym bać się słu­cha­jąc kolej­ne­go ser­wi­su wia­do­mo­ści. Nie chcia­ła­bym kie­dy­kol­wiek pomy­śleć o tym czy nam masła brak­nie w lodów­ce, bo strach wyjść po nie z domu. Nie chcia­ła­bym Miko­ła­ju czuć aro­ma­tu kotłow­ni i domo­wych spa­lar­ni śmie­ci wycho­dząc wie­czo­rem zimą z domu i nie chcia­ła­bym patrzeć na sąsied­nie dachy, znad komi­nów któ­rych fru­ną czar­ne obłocz­ki sadzy. Nie chcia­ła­bym, Kocha­ny musieć nigdy wybie­rać czy popro­sić o jedze­nie dla moich dzie­ci czy je ukraść. Nie chcia­ła­bym nigdy szu­kać wspar­cia u obcych, bo mi gdzieś moi przy­ja­cie­le prze­pa­dli. Nie chcia­ła­bym poczuć nigdy, że nie wyko­rzy­sta­łam cza­su na bycie z kimś, bo myśla­łam że mam go jesz­cze dużo. Nie chcia­ła­bym jesz­cze wie­lu rze­czy Mój Dro­gi, ale pozwo­lisz, że o nich nie wspo­mnę, bo licho nie śpi….

Każ­de­go wie­czo­ru jed­nak skła­dam ręce o… zdro­wie dla nas. O bez­piecz­ny dom. O tyle samo powro­tów do domu co wyjaz­dów. O dzia­ła­ją­cy tele­fon, żebym mogła codzien­nie spy­tać „co sły­chać”. O dobre oczy żebym mogła dzie­ciom poczy­tać. I o pie­niąż­ka od cza­su do cza­su, żebym mogła sobie książ­kę kupić i kawę, żeby się z Jar­kiem napić razem. I o pamięć Cię Miko­ła­ju pro­szę, żebym nigdy nie zapo­mnia­ła, że to co naj­waż­niej­sze mam obok sie­bie, a dom będzie zawsze tam gdzie my będzie­my…

A.D. 2015 i nadal aktu­al­ne