dawno temu napisane

Napi­sa­ne daw­no temu, zna­le­zio­ne w notat­kach na tele­fo­nie, ani trosz­kę nie stra­ci­ło na aktu­al­no­ści. Jest tyl­ko war­tość doda­na w posta­ci dru­giej pary małych rączek.

…czwar­ta rano, zaspa­ne nie­bie­skie śle­pia patrzą na mnie, mała chłod­na rącz­ka smy­ra mnie po ramie­niu i szep­cze – mamo, kamap­kę z dże­mem zlób. tata zwle­ka się z łóż­ka, z led­wo otwar­ty­mi ocza­mi snu­je się z sypial­ni do kuch­ni, sma­ru­je zim­nym masłem, dże­mem wiśnio­wym. na malut­kim tale­rzy­ku przy­no­si kanap­kę. sie­dzi­my we trój­kę na łóż­ku, pta­ki za oknem zaczy­na­ją śpie­wać dopie­ro co, jesz­cze sza­ro, wszyst­ko śpi. obli­zu­je­my pal­ce z błysz­czą­cej kon­fi­tu­ry, małe oczki znów się przy­my­ka­ją, zasy­pia­ją obo­je obok mnie. do mnie sen nie przy­cho­dzi, leżę patrząc w sufit i słu­cha­jąc dwóch odde­chów. szyb­sze­go i wol­niej­sze­go, płyt­sze­go i głęb­sze­go. mała pię­ta szu­ka zacze­pie­nia, rącz­ka poło­żo­na na moim brzu­chu pod­no­si się i opa­da razem z moim odde­chem. patrzę na nich. są tacy spo­koj­ni, wol­ni, moi. nie zasy­piam już do rana, w gło­wie krą­żą mi proś­by…