może następnym razem

Kolej­ny kubek, butel­ka po soku, wizy­tów­ka, wydru­ko­wa­ny z inter­ne­tu arty­kuł, wstąż­ka, ulot­ka, wazo­nik w krop­ki, książ­ka nie­do­czy­ta­na, koszul­ka roz­miar za mała… upy­chasz do szaf, szu­flad, pude­łek. Odkła­dasz. Zamy­kasz. Zapo­mi­nasz. Jutro się tym zaj­mę, kie­dyś pomy­ślę, będzie na zaś, na kie­dyś, przy­da się. Dziś nie, może następ­nym razem. I tak zbie­rasz, gro­ma­dzisz, odsu­wasz od sie­bie decy­zje o osta­tecz­nym losie rze­czy, prze­su­wasz w cza­sie i przy­tła­czasz swój [cza­sem nie tyl­ko] świat.

Zupeł­nie nie­świa­do­mie prze­no­sisz to wszyst­ko wła­śnie na życie. Kie­dy przy­cho­dzi czas pod­ję­cia choć­by bła­hej decy­zji odkła­dasz ją na póź­niej. Ucie­kasz. Mówisz: póź­niej, potem, kie­dyś. Nawar­stwiasz w swo­im życiu nie­roz­wią­za­ne spra­wy jak roz­cią­gnię­te tiszer­ty w sza­fie, jak nie­pi­szą­ce dłu­go­pi­sy, wycią­gi ban­ko­we i kub­ki na kawę któ­rych już nie lubisz. Dusisz, tłu­misz, dopy­chasz i zamy­kasz życio­wą szu­fla­dę choć­by na siłę, bo jak nie widać to jak­by tego nie było.

Śmie­cisz w swo­im oto­cze­niu,  śmie­cisz w życiu, śmie­cisz w gło­wie. Kie­dyś prze­cież otwo­rzysz sza­fę i nie­spo­dzie­wa­nie zasy­pią Cię te gra­ty, przy­sy­pią i przy­du­szą jesz­cze bar­dziej. Zupeł­nie jak z odkła­da­ny­mi na potem spra­wa­mi i decy­zja­mi w życiu.