minuty

Od bli­sko 9 lat miesz­kam w więk­szym mie­ście niż wcze­śniej. Spo­re osie­dle, sąsiedz­two dwu­pa­smo­wej uli­cy, duże skrzy­żo­wa­nie. Żad­ne sza­leń­stwo i nie cen­trum War­sza­wy ani nawet Kra­ko­wa. Spo­koj­ny cza­sem leni­wy Nowy Sącz. Beski­dy. Stąd mamy bli­sko zarów­no do cukier­ni kie­dy mamy ocho­tę na kre­mów­kę i do lasu i gór kie­dy chce­my ucie­kać z mia­sta. Sąsiedz­two ruchli­wej uli­cy nie wyklu­cza tego, że co rano sły­szę pta­ki za oknem, że pięk­nie zacho­dzi tu słoń­ce. Jed­ne­go mi tyl­ko bar­dzo bra­ku­je — nie­ba nocą. W mie­ście prak­tycz­nie nie ma nie­ba nocą takie­go jak kil­ka kilo­me­trów za jego gra­ni­ca­mi. Za tym nie­bem to mi się tęsk­ni, ale kie­dyś.. tam bli­sko lasu, a dale­ko od dro­gi znów to nie­bo będę mia­ła nad gło­wą. Pamię­tam jak nocą kie­dy nie mogłam spać sie­dzia­łam na para­pe­cie i patrzy­łam w ciem­ność upstrzo­ną gwiaz­da­mi. Dokład­nie nad domem wte­dy widzia­łam Wiel­ki Wóz. Zawsze teraz kie­dy widzę na noc­nym nie­bie tę kon­ste­la­cję mam takie cie­pło w środ­ku.

Dobrze nam tu w tym mie­ście. Cia­sno tro­chę, ale dobrze. Jed­ne­go tyl­ko się nie spo­dzie­wa­łam… Bo czło­wiek może całe życie z czymś obco­wać, cze­goś doświad­czać i tak napraw­dę nie uświa­da­miać sobie wagi tego. Dopie­ro kie­dy sty­ka się z tym w zupeł­nie innych niż wcze­śniej oko­licz­no­ściach to sta­je jak wry­ty pierw­szy, dru­gi i każ­dy kolej­ny raz. Oka­zu­je się wte­dy jak głę­bo­ko pew­ne wyda­rze­nia, oko­licz­no­ści, wspo­mnie­nia są w nas zako­rze­nio­ne. To tak jak z tym Wiel­kim Wozem — zawsze czu­ję “to dobre” w środ­ku. Są też oko­licz­no­ści kie­dy zawsze czu­ję coś w rodza­ju ukłu­cia czy stra­chu. Takie uczu­cie nie­po­ko­ju, któ­re­go nie umiem nazwać. Jestem dziec­kiem Stra­ża­ka. Mam w sobie coś takie­go, że na widok jadą­ce­go na sygna­le wozu bojo­we­go auto­ma­tycz­nie sta­ję pra­wie na bacz­ność i przez krót­ką chwi­lę nie mogę na niczym innym się sku­pić… cho­ciaż mój Tato jest już kil­ka lat na eme­ry­tu­rze.

Bli­skie sąsiedz­two dwu­pa­smo­wej uli­cy ma ten minus, że bywa iż kil­ka razy dzien­nie pod naszy­mi okna­mi prze­jeż­dża cza­sem samot­ny a cza­sem kolum­na wozów bojo­wych na sygna­le, któ­ry poznam nawet w środ­ku nocy. W mia­stecz­ku, w któ­rym miesz­ka­łam wcze­śniej bywa­ły nawet i mie­sią­ce kie­dy nie sły­sza­łam tego dźwię­ku, w domu nie roz­ma­wia­li­śmy o tym jak mija­ły służ­by, więc tak napraw­dę nie uświa­da­mia­łam sobie do koń­ca jego zna­cze­nia. Pamię­tam jak byli­śmy dzieć­mi i Tata musiał wyje­chać z dnia na dzień, bo w Kuź­ni Raci­bor­skiej wybuchł pożar lasu. Wzy­wa­no wszyst­kie jed­nost­ki, któ­re tyl­ko mogły sta­wić się w goto­wo­ści. Bli­sko 10 000 tys ludzi. To był 1992 rok. Była nas już trój­ka. Widzia­łam w tele­wi­zji jak Mama oglą­da wia­do­mo­ści z tam­te­go miej­sca. Nie potra­fię sobie nawet wyobra­zić jaki strach mogła wte­dy czuć. Jak modli­ła się o to żeby te minu­ty ocze­ki­wa­nia na tele­fon Taty nie były tak dłu­gie i o to żeby wró­cił… Mówią o tym wyda­rze­niu — pożar stu­le­cia. Zgi­nę­li wte­dy dwaj Stra­ża­cy. Mia­łam 8 lat, a gdzieś w mojej gło­wie jest to do tej pory. I było zawsze choć nie­uświa­do­mio­ne do cza­su kie­dy ja te wozy stra­żac­kie zaczę­łam sły­szeć pod wła­snym oknem.

Dziś już się nie boję o Tatę, bo zakoń­czył służ­bę w Pań­stwo­wej Stra­ży Pożar­nej, ale wiem dla­cze­go w 99% przy­pad­ków wyjeż­dża wóz bojo­wy na sygna­le. Gdzieś wte­dy trwa wal­ka o ludz­kie życie. Trwa wal­ka z cza­sem, ludz­ką sła­bo­ścią i nie­mo­cą w wie­lu przy­pad­kach. To nie tyl­ko poża­ry tak jak ten, któ­ry pamię­tam to też wypad­ki, tle­nek węgla czy ska­że­nia to też wal­ka z żywio­łem jakim jest wiatr czy powódź, któ­re nie oszczę­dza­ją połu­dnia Pol­ski gdzie miesz­ka­my. Podej­rze­wam, że to uczu­cie nie­po­ko­ju we mnie już do koń­ca życia zosta­nie, mimo tego, że teraz ten dźwięk nie spra­wia, że boję się o bez­pie­czeń­stwo Kogoś tak mi bli­skie­go. Każ­dy kij ma dwa koń­ce. Na moim jest na jed­nym nie­po­kój a na dru­gim duma. Jestem z Taty nie­moż­li­wie dum­na!  I mogę śmia­ło powie­dzieć i będę to powta­rzać, że to zaszczyt być cór­ką Boha­te­ra.

Żyje­my szyb­ko, za szyb­ko. Życie prze­cie­ka nam przez pal­ce i nic sobie z tego nie robi­my, bo prze­cież jutro też jest dzień. Jutro nad­ro­bię, napra­wię, powiem, zro­bię. Dziś nie mam gwiazd, ale mam pta­ki i drze­wa. Dziś sta­łam w kor­ku tra­cąc bez sen­su minu­ty, a ktoś na jego począt­ku wal­czył o czy­jeś życie pro­sząc o każ­dą dodat­ko­wą minu­tę życia…

2 komentarze

  1. Pięk­ny tekst. Jak zawsze w punkt, mocny,dający do myśle­nia. Tak łatwo sku­pić na tym, co bła­he, prze­ce­nić wagę swo­ich pro­ble­mów. Każ­dy dzień to dar. Nie zmar­nuj­my go!

    1. tyl­ko jak pamię­tać o tym każ­de­go dnia? dzię­ku­ję Asiu.