o chlebie i czułości

Jeśli mia­ła­bym powie­dzieć jak lubię kie­dy pach­nie w naszym domu to pierw­sze co przy­cho­dzi mi na myśl to świe­żość, któ­rą moż­na uzy­skać wyłącz­nie dzię­ki otwar­tym na oścież oknom. Zwłasz­cza wcze­snym poran­kiem bez wzglę­du na porę roku, a teraz kie­dy pta­ki śpie­wa­ją jak sza­lo­ne, a powie­trze jest rześ­kie i takie wil­got­ne od nocy, przy otwar­tych oknach w domu momen­tal­nie robi się cudow­nie. Uwiel­biam. Kolej­ne zapa­chy, któ­re przy­cho­dzą mi do gło­wy to zapach pro­stej czy­sto­ści. Nie mam tu na myśli czy­sto­ści uzy­ska­nej za pomo­cą odświe­ża­czy powie­trza czy pły­nów do sprzą­ta­nia, bo che­mia nie pach­nie ani dobrze, ani dłu­go. Mówię o czy­sto­ści pocho­dzą­cej ze zwy­kłe­go uprząt­nię­cia prze­strze­ni i do tego wystar­czy wyłącz­nie woda, ście­recz­ka do star­cia kurzu i świe­że kwia­ty w wazo­nie.
Naj­bar­dziej chy­ba jed­nak kocham jak w domu pach­nie kawą i chle­bem. Tak. Te dwa ostat­nie zapa­chy to chy­ba te, któ­re wywo­łu­ją taką bło­gość i poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Te dwa zapa­chy gene­ru­ją też bli­skość, bo żeby je doce­nić i poczuć całym sobą trze­ba być dla kogoś też całym sobą. Naj­le­piej sma­ku­ją kie­dy czło­wiek się nimi dzie­li. Kie­dy parzę kawę dla mnie i dla Jar­ka lub kie­dy On robi dla nas taką jak lubi­my naj­bar­dziej to wiem, że przed nami kil­ka minut w tyl­ko naszym świe­cie.

Z pie­cze­niem chle­ba jest z kolei tak, że wyj­dzie dobry tyl­ko wte­dy kie­dy nigdzie się nie spie­szę, jestem spo­koj­na, mam czas któ­ry mogę mu poświę­cić. Już nie­jed­no­krot­nie zauwa­ży­łam, że jedze­nie przej­mu­je naszą ener­gię któ­rą wkła­da­my w jego przy­go­to­wa­nie. Jeśli będzie­my na zagnia­ta­niu cia­sta wyła­do­wy­wać złe emo­cje albo ocie­rać łzy to uwierz­cie mi, że z tego chle­ba nic nie będzie. Chleb potrze­bu­je dobrych uczuć, tro­ski, poczu­cia szczę­ścia i spo­ko­ju. Wte­dy rośnie, chru­pie i sma­ku­je, a posi­łek, któ­re­go jest czę­ścią potę­gu­je to poczu­cie małych szczęść. Smak, zapach, bycie razem, dzie­le­nie się z inny­mi, roz­mo­wa, śmiech — to są małe szczę­ścia. I zadzi­wia­ją­ce jest to, że daje je zwy­kły chleb.

Z resz­tą z każ­dym jedze­niem przy­go­to­wy­wa­nym z miło­ścią tak jest, że dzia­ła koją­co, uzdra­wia­ją­co, otwie­ra gło­wę i usta do roz­mo­wy, do bycia razem. Jedze­nie przy­go­to­wy­wa­ne w samot­no­ści, w pośpie­chu i gnie­wie nie sma­ku­je, przy­tła­cza, męczy. Poni­żej znaj­dzie­cie prze­pis na bar­dzo pro­sty chleb, jest też szyb­ki w przy­go­to­wa­niu co nie ozna­cza, że macie się spie­szyć, albo przy­po­mnieć sobie o jego zro­bie­niu tuż przed wyj­ściem czy śnia­da­niem [uśmiech]. Podejdź­cie do tego i każ­de­go pie­czo­ne­go chle­ba z czu­ło­ścią w dło­niach, a zoba­czy­cie że będzie ina­czej sma­ko­wał, a potem dom będzie pach­niał szczę­ściem.

 

CHLEB Z ZIARNAMI

Potrze­bu­jesz: 1 i 1/2 szklan­ki mąki pszen­nej, 1/2 szklan­ki mąki orki­szo­wej, 1/2 szklan­ki mąki razo­wej, 1/4 mąki ziem­nia­cza­nej, 15 g świe­żych droż­dży, 2 łyżecz­ki oli­wy, 1 łyżecz­ka cukru, 1/3 łuska­nych zia­ren sło­necz­ni­ka, 1 łyż­ka seza­mu, 1 i 1/2 łyżecz­ki soli, 1 szklan­ka cie­płej wody
______
Dzia­łaj: wszyst­kie skład­ni­ki [tak­że ziar­na] połącz w dużym naczy­niu. Droż­dże roz­puść w małej ilo­ści wody z dodat­kiem cukru. Kie­dy droż­dże zaczną pra­co­wać wlej je do naczy­nia z suchy­mi skład­ni­ka­mi, dodaj oli­wę i pozo­sta­łą wodę. Zagnieć gład­kie ela­stycz­ne cia­sto. Jeśli będzie zbyt suche dodaj jesz­cze odro­bi­nę wody, a kie­dy zbyt luź­ne to garść mąki. Powin­no Ci się udać ufor­mo­wać kulę. Przy­kryj naczy­nie ście­recz­ką i odstaw do wyro­śnię­cia w cie­płe miej­sce na godzi­nę. Po tym cza­sie wyrób cia­sto dokład­nie jesz­cze raz, ufor­muj boche­nek, prze­łóż do naczy­nia żaro­od­por­ne­go, garn­ka żeliw­ne­go lub garn­ka rzym­skie­go, przy­prósz odro­bi­ną mąki i pozo­staw do wyra­sta­nia jesz­cze pół godzi­ny. Wstaw do zim­ne­go pie­kar­ni­ka nasta­wio­ne­go na 200 stop­ni, pierw­sze 30 minut piecz pod przy­kry­ciem, a na kolej­ne 30 odkryj naczy­nie. Możesz prze­dłu­żyć czas pie­cze­nia w zależ­no­ści od tego jak chru­pią­cą skór­kę lubisz.

smacz­ne­go

7 komentarzy

    1. Bar­dzo traf­nie uję­te. Nato­miast nie potra­fię się zgo­dzić z stwier­dze­nie pani Pauliny,że “jedze­nie przy­go­to­wy­wa­ne w samotności(…)męczy”- . Kie­dy życie się tak cza­sa­mi toczy,że w więk­szo­ści cza­su na sto­le jest jed­no nakry­cie a jedze­nie jest przy­go­to­wy­wa­ne z tro­ski o wła­sne zdro­wie, to nie uważam,że takie przy­go­to­wa­nia męczą.

      1. Racja, nie spoj­rza­łam na to w taki spo­sób. Cza­sem życie tak się ukła­da, że posił­ki jemy sami, ale w zgo­dzie ze sobą i w sza­cun­ku do swo­je­go cia­ła. Pisząc te sło­wa mia­łam na myśli taką samot­ność duszy, opusz­cze­nie z powo­du kłót­ni czy gnie­wu. W życiu każ­de­go i takie sytu­acje mają miej­sce. Nic wte­dy czło­wie­ka nie cie­szy.

  1. Pięk­ny wpis, a chleb wyglą­da nie­sa­mo­wi­cie. ..chy­ba się sku­szę żeby upiec…pozdrowienia.…