w zgodzie z porami roku czyli jeść sezonowo oraz przepis na pyszne szparagi

Do dzi­siaj pamię­tam smak maleń­kich kule­czek zie­lo­ne­go grosz­ku, któ­ry poja­wiał się wcze­snym latem w ogród­ku. Jesz­cze strą­ki nie zdą­ży­ły nabrać obję­to­ści kie­dy my już buszo­wa­li­śmy w liściach w ich poszu­ki­wa­niu. Te maleń­kie grosz­ki jesz­cze soczy­ste i mięk­kie były naj­pysz­niej­sze, naj­słod­sze i póź­niej już na żad­nym eta­pie nie mia­ły takie­go sma­ku jak wte­dy. Pamię­tam smak zie­lo­nych ogór­ków zerwa­nych pro­sto z krza­ka, opłu­ka­nych w becz­ce z desz­czów­ką i tak kłu­ją­cych skór­ką w język i tak chrup­kich jak potem żad­ne ze skle­pu. Od pierw­szych papie­ró­wek, gru­szek i śli­wek zawsze bola­ły brzu­chy, ale ile było rado­ści z wypa­try­wa­nia mię­dzy liść­mi na gałę­ziach tych choć cokol­wiek doj­rza­łych od słoń­ca. Te moje jedze­nio­wo-sezo­no­we wspo­mnie­nia przy­wo­łu­ją na myśl jesz­cze jeden smak — mło­de ziem­nia­ki ze szczy­pior­kiem i kwa­śnym mle­kiem.… nie ma się co roz­pi­sy­wać, wia­do­mo co mam na myśli [uśmiech].

Minę­ło już spo­ro lat i jesz­cze tro­chę, a ja cią­gle mam w pamię­ci te sma­ki. Kie­dy byłam dziec­kiem, poma­rań­cze i man­da­ryn­ki koja­rzy­ły się tyl­ko z Bożym Naro­dze­niem, nie było wia­do­mo co to pome­lo, man­go czy mara­ku­ja. Sma­ko­wa­ło to co było naj­prost­sze, co rosło w ogro­dzie przy domu. Zimą nie było rów­nych kom­po­tom z cze­re­śni, gru­szek czy kwa­śne­go agre­stu, dże­mom, powi­dłu ze śli­wek, ogór­kom kiszo­nym. Teraz przez okrą­gły rok mamy dostęp do warzyw i owo­ców na jakie tyl­ko przy­cho­dzi ocho­ta. Spro­wa­dza­ne ze świa­ta sała­ty, bro­ku­ły, ogór­ki, za któ­re w środ­ku zimy pła­ci­my kro­cie po to żeby zro­bić sobie namiast­kę ich sma­ku. Trud­no się dzi­wić — w Pol­sce zimy są może nie tyle zim­ne co nie­prze­wi­dy­wal­nie dłu­gie, smęt­ne, sza­re i zwy­czaj­nie tęsk­ni­my za sma­kiem lata. Tyl­ko, że to co przy­no­si­my do domu w niczym go nie przy­po­mi­na, a wręcz roz­cza­ro­wu­je. Sama nie mam w tej kwe­stii naj­czyst­sze­go sumie­nia, bo mimo tej wie­dzy ule­gam pomi­dor­kom kok­taj­lo­wym ze wzglę­du na ich war­tość deko­ra­cyj­ną…

A gdy­by tak wró­cić do tego jak jada­ło się daw­niej, nie zmu­szać naszych orga­ni­zmów do zachwy­tów nad bra­kiem zapa­chu, kolo­ru i wszyst­kim innym co żeby dziś tak wyglą­dać i kosz­to­wać mnó­stwo pie­nię­dzy prze­pły­nę­ło tysią­ce kilo­me­trów i doj­rze­wa­ło pod wpły­wem che­mii? Pocze­kaj­my na bar­dziej natu­ral­ną porę dla każ­de­go warzy­wa i owo­cu, wte­dy będzie­my mieć pew­ność, że doj­rze­wa­ło we wła­ści­wych mu warun­kach, a jego niż­sza cena będzie świad­czyć o tym, że jest go pod dostat­kiem.
Lada chwi­la przyj­dzie czas na tru­skaw­ki, któ­re tyl­ko w czerw­cu będą sma­ko­wa­ły jak w żaden inny czas. Potem mło­de liście bura­ków, rzod­kiew­ki, mali­ny, jago­dy, bób, fasol­ka szpa­ra­go­wa… Natu­ra tak się zor­ga­ni­zo­wa­ła, że na wszyst­ko przy­cho­dzi ten wła­ści­wy czas i peł­nia sma­ku dyk­to­wa­ne­go słoń­cem.

Teraz jest naj­lep­szy czas na szpa­ra­gi. Naj­pierw zie­lo­ne a chwi­lę potem bia­łe. Sezon na nie trwa zale­d­wie kil­ka tygo­dni kie­dy są naj­smacz­niej­sze i naj­bar­dziej cie­szą, potem ich cena wzra­sta, a smak już nie jest tak wyjąt­ko­wy. Na szczę­ście w Pol­sce poja­wia się coraz wię­cej upraw szpa­ra­go­wych, wytrwa­li ogrod­ni­cy mają je nawet we wła­snych warzyw­ni­kach, ale rów­nie pysz­ne są te pocho­dzą­ce z Węgier, Włoch czy Hisz­pa­nii. Wybie­raj­my pęcz­ki, w któ­rych szpa­ra­gi są naj­cień­sze i mają głę­bo­ki zie­lo­ny kolor.

DLACZEGO WARTO JEŚĆ ZIELONE SZPARAGI?
Są mało­ka­lo­rycz­ne, więc nawet spo­ra por­cja przy­nie­sie nam mnó­stwo korzy­ści. Szpa­ra­gi są skarb­ni­cą wita­min i mine­ra­łów, zawie­ra­ją mnó­stwo błon­ni­ka, kwas folio­wy, wita­mi­ny C i E oraz beta-karo­ten, wapń, fos­for, potas. Poza tym wspo­ma­ga­ją układ odpor­no­ścio­wy i poma­ga­ją w oczysz­cza­niu orga­ni­zmu z tok­syn i zapo­bie­ga­ją powsta­wa­niu komó­rek nowo­two­ro­wych i cho­ro­bie Alzhe­ime­ra.

ZIELONE SZPARAGI Z CYTRYNOWO-MAŚLANYM SOSEM, POMIDORKAMI I SEZAMEM

Potrze­bu­jesz: pęczek zie­lo­nych szpa­ra­gów, garść pomi­dor­ków kok­taj­lo­wych, cytry­nę, dwie łyż­ki masła, łyż­kę zia­ren seza­mu, sól i pieprz
______
Dzia­łaj: przy­go­tuj szpa­ra­gi — umyj i odłam zie­lo­ne koń­ców­ki (w mia­rę utra­ty świe­żo­ści szpa­ra­gi tra­cą swo­ją ela­stycz­ność i jędr­ność, zaczy­na­jąc od twar­de­go koń­ca prze­su­waj dło­nie w kie­run­ku czę­ści zie­lo­nej pró­bu­jąc zła­mać szpa­ra­ga, natra­fisz na ide­al­ne miej­sce do zła­ma­nia), wrzuć je na 3–4 minu­ty do oso­lo­ne­go wrząt­ku i odsącz na sicie. Ja nie mam garn­ka do goto­wa­nia szpa­ra­gów na pio­no­wo, uży­wam zwy­kłe­go. Na suchej patel­ni upraż ziar­na seza­mu i odstaw na bok do osty­gnię­cia. Następ­nie roz­top na pustej patel­ni masło, wrzuć kil­ka pla­ster­ków cytry­ny. Kie­dy cytry­na zacznie się kar­me­li­zo­wać wrzuć szpa­ra­gi i pokro­jo­ne na połów­ki pomi­dor­ki. Całość kar­me­li­zuj dosłow­nie chwil­kę, do momen­tu aż pomi­do­ry zaczną lek­ko brą­zo­wieć. Poda­waj uło­żo­ne jak na moich zdję­ciach lub w for­mie sałat­ki. Tuż przed poda­niem posyp upra­żo­nym seza­mem.

smacz­ne­go