minimalizm kosmetyczny — dlaczego, co nam służy i co lubię

Uprasz­cza­nie życia i szu­ka­nie w nim prze­strze­ni obję­ło już u mnie wszyst­kie jego sfe­ry. Począw­szy od kuch­ni, przez sza­fy, książ­ki, rze­czy dzie­cię­ce a skoń­czyw­szy na kosme­ty­kach. W zasa­dzie to nie ma obsza­ru, któ­ry był­by dla mnie nie­wy­ko­nal­ny w mini­ma­li­zo­wa­niu jed­nak naj­wię­cej ener­gii wciąż pochła­nia goto­wa­nie i sfe­ra oko­ło-dzie­cię­ca. W kuch­ni cały czas się uczę i cią­gle pró­bu­je­my nowych pro­duk­tów, eli­mi­nu­je­my to co nam szko­dzi i przede wszyst­kim cie­szy­my się jedze­niem, bo jakoś nie wyobra­żam sobie żeby cier­pieć i zmu­szać się do jedze­nia rze­czy, któ­re nie sma­ku­ją, a są jedy­nie mod­nym “food hitem” — to nie dla nas taka napin­ka [uśmiech].
Jeśli cho­dzi o rze­czy dla dzie­ci to jestem dum­na z ostat­nie­go roz­wo­ju sytu­acji, a mia­no­wi­cie Maja, któ­ra obcho­dzi­ła nie­daw­no swo­je pierw­sze uro­dzi­ny,  po star­szej Sio­strze ma prak­tycz­nie wszyst­ko, a nowo­ści zabaw­ko­we czy ubra­nio­we są rocz­ne­mu dziec­ku cał­ko­wi­cie zbęd­ne i nasza suge­stia co do spre­zen­to­wa­nia pie­lu­szek zosta­ła przez wszyst­kich Gości przy­ję­ta z peł­ną zgo­dą. Tego jak wie­cie nigdy za dużo, dla­te­go uwa­żam że była to naj­lep­sza decy­zja jeśli cho­dzi o pre­zent. A pod­czas pierw­szych uro­dzin naj­waż­niej­si byli ludzie, któ­rzy z nami byli i wspo­mnie­nia, któ­re zosta­ną.

Wra­ca­jąc jed­nak do uprasz­cza­nia życia to dużym wyzwa­niem dla mnie było ogar­nię­cie kwe­stii kosme­tycz­no-pie­lę­gna­cyj­nej. Jakoś do cza­su mojej małej-wiel­kiej rewo­lu­cji nie mia­łam ani jed­ne­go kosme­ty­ku za któ­ry dała­bym sobie odciąć przy­sło­wio­wy palec.… Ale od począt­ku.
Zaczę­ło się od kosme­ty­ków dla Lili, któ­ra ma bar­dzo pro­ble­mo­wą skó­rę, jest wraż­li­wa na wszel­kie zmia­ny i gene­ral­nie na 95% pre­pa­ra­tów reago­wa­ła suchą, pie­ką­cą i swę­dzą­cą skó­rą. Kie­dy po wizy­cie u der­ma­to­lo­ga, któ­ry pole­cił nam kupić “kon­kret­ne” kosme­ty­ki w “kon­kret­nej” apte­ce, któ­re pomo­gły ale tyl­ko na chwi­lę dopó­ki skó­ra Lili się nie przy­zwy­cza­iła, zaświe­ci­ła mi się w gło­wie wiel­ka czer­wo­na żarów­ka. Zaczę­łam drą­żyć temat i wal­czyć z potęż­nym prze­ciw­ni­kiem, a w zasa­dzie z dwo­ma — ogra­ni­czo­nym dostę­pem sta­cjo­nar­nym do DOBRYCH kosme­ty­ków dzie­cię­cych i skó­rą dziec­ka, przy któ­rej nie mogłam pozwo­lić sobie na testo­wa­nie i zada­wa­nie jej bólu. Dodam jesz­cze, że der­ma­to­lo­gów, któ­rzy pole­ca­ją komer­cyj­ne i fatal­nej jako­ści kosme­ty­ki omi­ja­my od tam­tej pory sze­ro­kim łukiem nawet wobec tak samo pro­ble­ma­tycz­nej skó­ry Mai. Tutaj w kry­tycz­nych sytu­acjach z pomo­cą przy­cho­dzi nam raczej aler­go­log, obser­wa­cja i wycią­ga­nie wnio­sków.

Nie będę pisać jakie kon­kret­nie kosme­ty­ki wyrzą­dza­ły nam naj­więk­szą krzyw­dę, a sku­pię się na tym co nam pomo­gło i co lubi­my, być może ktoś z Was ma podob­ne dyle­ma­ty. Żeby jed­nak zna­leźć to dobre musia­łam zro­zu­mieć co jest przy­czy­ną i co szko­dzi. Mia­łam wra­że­nie, że doszłam już do koń­ca inter­ne­tów w moich poszu­ki­wa­niach, gło­wę mia­łam jak glo­bus i chwi­la­mi taki mętlik, że koniecz­ne było zosta­wia­nie tema­tu i tzw. prze­tra­wie­nie go. Wte­dy tra­fi­łam na wspa­nia­łe Dziew­czy­ny z Pig­gy­Peg, któ­re nie szczę­dzi­ły swo­je­go cza­su i odpo­wia­da­ły na całe mnó­stwo moich pytań total­ne­go laika wyja­śnia­jąc wszel­kie dziw­ne nazwy poja­wia­ją­ce się w skła­dach kosme­ty­ków. To dzię­ki Nim nauczy­łam się czy­tać ety­kie­ty na sło­icz­kach, tub­kach i butel­kach. W tym cza­sie cze­ka­łam na przyj­ście na świat Mai i doszła kolej­na kwe­stia pie­lę­gna­cji do kom­ple­tu a mia­no­wi­cie dba­nie o skó­rę w cią­ży. Dziew­czy­ny opra­co­wa­ły spo­ry mate­riał na swo­im blo­gu na ten temat i bar­dzo pole­cam do nie­go zaj­rzeć [klik] jeśli jeste­ście na takim eta­pie.
Z ogrom­ną pomo­cą i wie­dzą na temat kosme­ty­ków przy­szła mi wte­dy rów­nież Joan­na z Beau­ty Rebel. Nie zli­czę ile wia­do­mo­ści i maili wymie­ni­ły­śmy roz­pi­su­jąc się i szu­ka­jąc naj­lep­sze­go roz­wią­za­nia. Asia jest praw­dzi­wą beau­ty bun­tow­nicz­ką posia­da­ją­cą doświad­cze­nie, wie­dzę i ogrom­ne zaso­by kobie­co­ści, deli­kat­no­ści i spo­ko­ju. Swo­ją wie­dzę wyko­rzy­stu­je do pro­wa­dze­nia blo­ga i skle­pu onli­ne z fan­ta­stycz­ny­mi kosme­ty­ka­mi. To dzię­ki Niej odkry­łam wspa­nia­łe kosme­ty­ki mine­ral­ne Lily Lolo, któ­rym już pozo­sta­nę wier­na.

W momen­cie kie­dy nauczy­łam się czy­tać skła­dy kosme­tycz­ne powo­li znaj­dy­wa­łam też pro­duk­ty, któ­re były tole­ro­wa­ne przez skó­rę Lili i Mai. Jeśli macie nadzie­ję prze­czy­tać tu o jakiś nie­sa­mo­wi­tych hitach w pie­lę­gna­cji dzie­cię­cej to nie­ste­ty, ale muszę Was roz­cza­ro­wać, bo aku­rat to co rekla­mo­wa­ne abso­lut­nie nie ma u nas racji bytu. Po raz kolej­ny oka­za­ło się, że i w tym przy­pad­ku pro­sto­ta zwy­czaj­nie wygry­wa.
Do kąpie­li uży­wa­my zwy­kłe­go ręcz­nie wyko­ny­wa­ne­go mydła węglo­we­go San­bios dostęp­ne­go w naszym osie­dlo­wym skle­pie zie­lar­skim, do mycia deli­kat­nych i cien­kich wło­sów łagod­ne­go żelu 2w1 Mom­me, do nawil­ża­nia skó­ry całe­go cia­ła i twa­rzy — naprze­mien­nie mlecz­ka do cia­ła Mom­me i olej­ków: arga­no­we­go lub jojo­ba Mokosh. Ostat­nio tra­fi­łam rów­nież na cudow­ny krem z Phe­no­mé — Hipo­al­ler­ge­nic, któ­re­go uży­wa­my od nie­daw­na i wiem, że już zosta­nie w kosme­tycz­ce Dziew­czy­nek. Jest bar­dzo deli­kat­ny, szyb­ko się wchła­nia, nie zosta­wia tłu­stej war­stwy na skó­rze i bar­dzo ład­nie pach­nie. Dziew­czy­ny go lubią i ja też. Z resz­tą to nie pierw­szy kosme­tyk tej mar­ki, któ­ry zdo­był moje ser­ce, ale o tym jesz­cze póź­niej. W zasa­dzie na tym koniec zawar­to­ści kosme­tycz­ki dzie­cię­cej w naszym domu. Aha zapo­mnia­łam jesz­cze o jed­nym pro­duk­cie — lano­li­na hipo­aler­gicz­na Mokosh do pie­lę­gna­cji od pierw­szych dni, a i przy rocz­nej Mai i pię­cio­let­niej Lili świet­nie się spraw­dza przy otar­ciach lub drob­nych prze­su­sze­niach na skó­rze.

Jeśli cho­dzi o kosme­ty­ki Jar­ka to tu może­cie zro­bić duże oczy, ale prak­tycz­nie cała męska pie­lę­gna­cja w naszym domu opie­ra się na mydle z węgla drzew­ne­go 3w1 ZEW. Koniec. Napi­szę tyl­ko tyle: po wie­lu, wie­lu latach poszu­ki­wa­nia pre­pa­ra­tu do mycia wraż­li­wej męskiej skó­ry naresz­cie zna­leź­li­śmy ten ide­al­ny i już go nie zmie­ni­my.

Hmmm… pora na mnie? No tu też sza­łu nie ma [uśmiech], jest zde­cy­do­wa­nie mini­ma­li­stycz­nie.
płyn mice­lar­ny Phe­no­mé — nie zmie­nię,
hydro­lat róża­ny Mokosh — tro­chę draż­ni mnie jego zapach choć lubię nuty róża­ne, ale wypró­bo­wa­łam już wszyst­kie ich hydro­la­ty i wró­cę chy­ba do wer­be­ny,
ole­jek do twa­rzy poma­rań­czo­wo-gera­nio­wy Meraki — gene­ral­nie olej­ków nie zamie­nię już na żaden krem i ten jest wspa­nia­ły, ale z chę­cią spró­bu­ję jesz­cze innych mie­sza­nek ole­jo­wych,
peeling enzy­ma­tycz­ny Phe­no­mé — odpo­wia­da mi, choć mam wra­że­nie że peelin­gi ziar­ni­ste dzia­ła­ją sku­tecz­niej na moją skó­rę, tu nie mówię ostat­nie­go sło­wa,
krem do cia­ła Phe­no­mé Essen­tial — cudow­ność! Zapach róża­ny, kon­sy­sten­cja, wszyst­ko mi w nim odpo­wia­da i zapo­wia­da się dłu­ga zna­jo­mość. Nie wyklu­czam jed­nak cze­goś do sto­so­wa­nia naprze­mien­nie, bo jeśli znaj­dę krem/balsam/masło o tych wła­ści­wo­ściach ale o zapa­chu mlecz­nym, wod­nym, mydla­nym to… bez wąt­pie­nia też się polu­bi­my.
W mojej łazien­ce jest jesz­cze szam­pon i odżyw­ka — tu lubię Mera­ki, ale pozna­ję się też z Phe­no­mé Reba­lan­ce, choć prze­gry­wa za zapach mię­to­wy, za któ­rym nie prze­pa­dam. W kwe­stii pie­lę­gna­cji wło­sów nie zna­la­złam jesz­cze ide­ału. Pozo­sta­je jesz­cze tyl­ko kolo­rów­ka, o któ­rej nie będę się dużo roz­pi­sy­wać, bo to co posia­dam to w zasa­dzie baza, a też naj­czę­ściej mam czas ostat­nio na poma­lo­wa­nie rzęs i róż na policz­kach — w tym wypad­ku moim fawo­ry­tem jest wspo­mnia­ne wcze­śniej Lily Lolo. Rów­nież pod­kład mine­ral­ny, jed­ne jedy­ne cie­nie do powiek, któ­re są tak­że korek­to­rem i pędz­le to w tym wypad­ku ta sama mar­ka. Zwy­czaj­nie nie potrze­bu­ję nicze­go wię­cej.

Mini­ma­lizm w sfe­rze kosme­ty­ków to dla mnie przede wszyst­kim kon­tro­la nad tym co mam na pół­ce w łazien­ce, nad data­mi waż­no­ści i nad tym co trze­ba uzu­peł­nić, to też tyl­ko te kosme­ty­ki, któ­re lubię i wiem że mi/nam słu­żą. Nie robię już eks­pe­ry­men­tów, nie zwra­cam uwa­gi na rekla­my, a jeśli szu­kam cze­goś nowe­go to zwy­kle jest to ta sama spraw­dzo­na już mar­ka lub sta­ram się pozy­skać prób­kę nawet jeśli wią­że się to z nie­wiel­ki­mi kosz­ta­mi zamiast zasta­na­wiać się potem co zro­bić z peł­no­war­to­ścio­wym kosme­ty­kiem, któ­ry mi nie odpo­wia­da. Tak było np. ze słyn­nym zapa­chem Byre­do Blan­che. Zapach uwiel­bia­ny przez wie­lu i nie­sa­mo­wi­cie pro­mo­wa­ny w sie­ci, z opi­su bez­względ­nie mój, oka­zał się być total­nie nie dla mnie. Nie wyobra­ża­cie sobie jaką poczu­łam ulgę mając w rękach tyl­ko prób­kę, a nie cały fla­kon. Oczy­wi­ście, że mogłam spraw­dzić zapach na teste­rze, ale w małym mia­stecz­ku nie zawsze jest taka moż­li­wość.
A jeśli już jeste­śmy przy zapa­chach to wyda­wać by się mogło, że nie jestem wybred­nym kon­su­men­tem, bo naj­chęt­niej wszel­kie zapa­chy jakie mogła­bym mieć wokół sie­bie to nuty mydla­ne, wod­ne, mlecz­ne i świe­że. A jed­nak strasz­nie trud­no zna­leźć takie zapa­chy, choć więk­szość kosme­ty­ków powin­na na nich bazo­wać. Jeśli więc zna­cie takie to pro­szę podziel­cie się w komen­ta­rzach, bo ja cią­gle jesz­cze nie zna­la­złam moje­go ide­ału.

Post nie jest spon­so­ro­wa­ny, nie powstał we współ­pra­cy z żad­ną z wymie­nio­nych marek. Jest zwy­czaj­nym wpi­sem z pole­ce­niem tego co uwa­żam za dobre i jeśli ktoś sko­rzy­sta zarów­no z kosme­ty­ków jak i z miejsc w sie­ci, któ­re cenię to będzie cudow­nie. Wię­cej tego typu wpi­sów oba­wiam się, że nie będzie, bo oso­bi­ście zna­la­złam to co mi odpo­wia­da, a jeśli zmie­nię zda­nie to dam znać [uśmiech].

 

4 komentarze

  1. Część z tych marek opie­ra się na natu­ral­nych skład­ni­kach, więc dobrze wie­dzieć, że dzia­ła­ją na wraż­li­wą skó­rę. Teraz trud­no tra­fić na coś co nie uczu­la. Mokosh pozna­łam poprzez https://www.showroom.pl/ a w skle­pach sta­cjo­nar­nych nie widzia­łam :/

    1. Też nigdzie nie spo­tka­łam się sta­cjo­nar­nie jesz­cze, ale beau­ty rebel ma u sie­bie w Kra­ko­wie. Myślę, że przyj­dzie czas że poja­wią się w skle­pach nie tyl­ko onli­ne. pozdra­wiam