dbam o siebie żeby mnie wystarczyło na dłużej… czyli 10 ważnych kroków do zdrowia

Naresz­cie przy­szło upra­gnio­ne cie­pło! Chy­ba wszy­scy nie mogli­śmy się docze­kać let­ni­ch tem­pe­ra­tur. Wio­sna była w zasa­dzie tyl­ko z nazwy i powo­lut­ku poja­wia­ją­cy­ch się pąków, list­ków i kwia­tów, któ­re i tak nie cie­szy­ły przy­kry­wa­ne co rusz war­stwą śnie­gu i zale­wa­ne desz­czem. W tym roku może­my śmia­ło powie­dzieć, że lato nade­szło zale­d­wie kil­ka dni po zimie. Nasze orga­ni­zmy przy­zwy­cza­jo­ne do natu­ral­nej zmia­ny pór roku i powol­ne­go sta­nu budze­nia się do peł­nej aktyw­no­ści mia­ły pra­wo do tego żeby zacząć się bun­to­wać wyraź­nie odczu­wal­nym osła­bie­niem, zmę­cze­niem, bóla­mi gło­wy czy mię­śni po prze­zię­bie­nie. W poło­wie maja wita­mi­nę D powin­ni­śmy czer­pać wyłącz­nie ze słoń­ca, a więk­szo­ść dni do tej pory była sza­ra, desz­czo­wa i zim­na. Zde­cy­do­wa­nie zatem winą za kiep­skie samo­po­czu­cie może­my obar­czać pogo­dę jed­nak za stan nasze­go zdro­wia odpo­wia­da zde­cy­do­wa­nie wię­cej czyn­ni­ków nie tyl­ko pogo­do­wy­ch. Wie­le osób pod­cho­dzi do swo­je­go zdro­wia w spo­sób lek­ce­wa­żą­cy. Nic mi nie dole­ga to zna­czy, że mogę dowol­nie sobie fol­go­wać, sto­so­wać używ­ki, nagi­nać i wypró­bo­wy­wać orga­ni­zm do gra­nic moż­li­wo­ści, a chwi­lo­we nie­dy­spo­zy­cje trak­to­wać jako nic nie zna­czą­ce. Takie podej­ście czę­sto oka­zu­je się zgub­ne i sama już wie­lo­krot­nie prze­ko­na­łam się, że jeśli nie posłu­cham sygna­łów jakie wysy­ła mi moje cia­ło i sama o nie nie zadbam to i tak ono nie da za wygra­ną i roz­ło­ży mnie na łopat­ki dłuż­szą cho­ro­bą na zasa­dzie “nie chce­sz pole­żeć dobro­wol­nie to pole­ży­sz przy­mu­so­wo”. Uwierz­cie mi, takie podej­ście nie ma nic wspól­ne­go z hipo­chon­drią, to zwy­czaj­na świa­do­mo­ść wła­sne­go orga­ni­zmu i dba­nie o sie­bie. Od dłuż­sze­go już cza­su uczę się wła­śnie dbać o sie­bie i o moją rodzi­nę holi­stycz­nie, poświę­cam dużo uwa­gi naszej codzien­no­ści, temu co mamy na taler­za­ch, jak spę­dza­my czas i sta­ram się dostrze­gać wszel­kie symp­to­my kie­dy scho­dzi­my z kur­su i na bie­żą­co reago­wać. Myślę, że upły­nę­ło już wystar­cza­ją­co dużo wody, żebym mogła powie­dzieć co zda­je egza­min, a na jakie odstęp­stwa mogę pozwo­lić i wybra­łam 10 naj­waż­niej­szy­ch wg mnie kro­ków do uzy­ska­nia i utrzy­ma­nia rów­no­wa­gi.

1. ODŻYWIANIE
Die­ta zawie­ra­ją­ca wyłącz­nie bia­łe pie­czy­wo, prze­two­rzo­ne wędli­ny,  sło­dy­cze i słod­kie napo­je w bar­dzo szyb­kim tem­pie powo­du­je zakwa­sze­nie orga­ni­zmu, któ­re­go wyni­kiem bywa uczu­cie cią­głe­go zmę­cze­nia, brak sił i ener­gii oraz dzia­ła­nie na zwol­nio­ny­ch obro­ta­ch. Dla­te­go dwa razy w roku przy­da się nasze­mu orga­ni­zmo­wi deli­kat­ny detoks, któ­ry może­my zro­bić w warun­ka­ch domo­wy­ch i wpro­wa­dzić na sta­łe jego kon­se­kwen­cje w posta­ci zmia­ny nawy­ków żywie­nio­wy­ch. Nie rób­my jed­nak z dnia na dzień dra­stycz­nej gło­dów­ki i nie wymie­niaj­my od razu zawar­to­ści całej lodów­ki. Wpro­wa­dzaj­my zmia­ny powo­li, ale sku­tecz­nie tak żeby nasz orga­ni­zm miał czas zare­ago­wać na zmia­nę i przy­zwy­cza­ił się do niej.


Do każ­de­go posił­ku sta­raj­my się włą­czać warzy­wa lub owo­ce sezo­no­we jak teraz np. szpa­ra­gi, natkę pie­trusz­ki i inne zio­ła hodo­wa­ne na para­pe­ta­ch, rabar­bar, dostęp­ne przez cały rok jabł­ka i grusz­ki. Może­my też z powo­dze­niem się­gać po mro­żon­ki, któ­re mają w sobie cał­kiem spo­rą daw­kę wita­min. Oczy­wi­ście lepiej włą­czać do posił­ków jak naj­wię­cej suro­wy­ch warzyw, ale doda­tek duszo­ny­ch lub pie­czo­ny­ch też będzie dobrym kro­kiem do zmian. Uży­wa­jąc do posił­ku róż­ne rodza­je kasz, peł­no­ziar­ni­sty maka­ron i zio­ła uzy­ska­my peł­no­war­to­ścio­wy posi­łek, któ­ry dostar­czy nam ener­gię.
Jeśli nie jeste­śmy w sta­nie zre­zy­gno­wać z wędlin to może na począ­tek spró­buj­my przy­go­to­wać w domu taką wędli­nę pie­kąc w naczy­niu żaro­od­por­nym lub garn­ku rzym­skim kawa­łek indy­ka lub scha­bu doda­jąc do nie­go tyl­ko przy­pra­wy i zio­ła. Jak naj­czę­ściej mię­so zamie­niaj­my na ryby, a raz na jakiś czas poku­śmy się o przy­go­to­wa­nie pasz­te­tu z socze­wi­cy, faso­li czy cie­cie­rzy­cy z dodat­kiem warzyw. Każ­dy z tych pro­duk­tów moż­na z powo­dze­niem zje­ść z peł­no­ziar­ni­stym pie­czy­wem i dodat­ko­wą por­cją pomi­do­ra, rzod­kiew­ki lub list­kiem sała­ty. Na te z kolei lepiej pocze­kać aż wyro­sną na wła­sny­ch dział­ka­ch lub kupić wte­dy kie­dy zacznie być na nie sezon. Zanim jed­nak to nastą­pi wszel­kie nowa­lij­ki lepiej zastą­pić kieł­ka­mi, któ­re w kil­ka dni wyho­du­je­my sami w domu, a ilo­ść wita­min i mikro­ele­men­tów jakie nam dostar­czą nie rów­na się z niczym.


Zamia­st słod­ki­ch napo­jów spró­buj­my chłod­ny­ch her­bat owo­co­wy­ch lub zio­ło­wy­ch, gęsty­ch i odżyw­czy­ch smo­othie i ponad­cza­so­wej wody z cytry­ną i mię­tą. Przy­go­tuj­my w domu cały dzba­nek lub karaf­kę wypeł­nio­ną taką wodą dorzu­ca­jąc od cza­su do cza­su kil­ka kostek lodu, a jeśli zupeł­nie nie może­my pora­dzić sobie bez słod­kie­go sma­ku posłódź­my wodę łyżecz­ką mio­du. Rów­no­cze­śnie z wpro­wa­dze­niem więk­szej ilo­ści wody do naszej die­ty pró­buj­my rezy­gno­wać z nad­mia­ru cukru zmniej­sza­jąc naj­pierw o odro­bi­nę a stop­nio­wo rezy­gnu­jąc z coraz więk­szej ilo­ści cukru. Z cza­sem orga­ni­zm się przy­zwy­czai i nagle prze­sta­nie nam sma­ko­wać słod­ka her­ba­ta czy kawa.

2. ODPOWIEDNI POZIOM WITAMINY D
Przy takiej pogo­dzie jaką zafun­do­wa­ła nam tego­rocz­na wio­sna trud­no się dzi­wić, że stra­ci­li­śmy ocho­tę na ruch choć­by w posta­ci spa­ce­rów i czas woli­my leni­wie spę­dzać w domu. Za ten brak ener­gii odpo­wia­dać może w dużym stop­niu nie­do­bór wita­mi­ny D, któ­ra naj­lep­sza dla nas jest ta przy­swa­ja­na z pro­mie­ni sło­necz­ny­ch. Jed­nak kie­dy słoń­ca bra­ku­je musi­my dostar­czać ją w inny spo­sób. Wcze­śniej jed­nak powin­ni­śmy przez kil­ka dni poob­ser­wo­wać nasz orga­ni­zm — jeśli jeste­śmy tyl­ko ospa­li i zmę­cze­ni sta­raj­my się włą­czyć do die­ty wię­cej ryb mor­ski­ch, sałat­ki skra­piać suro­wym zim­no-tło­czo­nym ole­jem lnia­nym lub rze­pa­ko­wym, pod­ja­dać orze­chy i zmo­ty­wo­wać się do spa­ce­rów. Dodat­ko­wo może­my włą­czyć suple­men­ta­cję w kap­suł­ka­ch — die­te­ty­cy zale­ca­ją choć mini­mal­ną daw­kę od paź­dzier­ni­ka do kwiet­nia. Jeśli jed­nak do zmę­cze­nia docho­dzą czę­ste infek­cje wte­dy dobrze jest wyko­nać bada­nie pozio­mu wita­mi­ny D w orga­ni­zmie i skon­sul­to­wać go z leka­rzem.

3. DOTLENIENIE
Pra­cu­je­my dużo, czę­sto w kli­ma­ty­zo­wa­ny­ch pomiesz­cze­nia­ch, zapo­mi­na­my o prze­wie­trze­niu sypial­ni przed snem i o poran­ku, mamy mało ruchu — wszyst­ko to skut­ku­je nie­do­tle­nie­niem orga­ni­zmu. A już choć­by mała dodat­ko­wa aktyw­no­ść fizycz­na każ­de­go dnia spra­wi, że poczu­je­my przy­pływ mocy. Zapar­kuj­my zatem samo­chód trosz­kę dalej niż pod samym wej­ściem do mar­ke­tu, w któ­rym robi­my zaku­py, przejdź­my jeden dodat­ko­wy przy­sta­nek dalej albo sko­rzy­staj­my z siłow­ni na świe­żym powie­trzu, któ­re funk­cjo­nu­ją już na więk­szo­ści osie­dli czy par­ków miej­ski­ch. Już nie będę się roz­pi­sy­wać o korzy­ścia­ch choć­by krót­ki­ch spa­ce­rów po lesie czy nad rze­ką, bo na to przyj­dzie czas — teraz zapew­niaj­my sobie ruch w mały­ch ale regu­lar­ny­ch daw­ka­ch.

4. ZDROWY EGOIZM
War­to myśleć o sobie nie tyl­ko wte­dy kie­dy już cał­kiem pada­my na twa­rz i potrze­bu­je­my o sie­bie zadbać. Przy­znam się wam, że mam ten punkt opa­no­wa­ny bar­dzo dobrze, ale w teo­rii. Jakoś naj­trud­niej mi go wpro­wa­dzać regu­lar­nie w życie i dobrze wiem, że przy­czy­ną moje­go zmę­cze­nia mate­ria­łu jest wła­śnie pozo­sta­wia­nie sie­bie na koń­cu. Ale jak to mówią świa­do­mo­ść jest już poło­wą suk­ce­su i sta­ram się mały­mi kro­ka­mi zmie­niać tę zasta­ną sytu­ację [uśmie­ch]. Zatem ulu­bio­ny krem róża­ny po kąpie­li, kwia­ty kupio­ne samej sobie, wie­czór z książ­ką… Kto jest ze mną?

5. ODPOCZYNEK
Ten punkt moż­na śmia­ło połą­czyć z poprzed­nim z dwó­ch powo­dów — odpo­czy­nek jest jed­ną z przy­jem­no­ści jakie nale­ży sobie fun­do­wać, a poza tym tak jak myśle­nia o sobie, odpo­czy­wa­nia też trze­ba się nauczyć. Któż z nas nie przy­zna się choć­by przed samym sobą, że pod­czas zapla­no­wa­ne­go cza­su wol­ne­go nie nad­ra­biał zale­gło­ści, nie wymy­ślił sobie milio­na dodat­ko­wy­ch zajęć? Nie ma się co dzi­wić — umy­sł i cia­ło przy­zwy­cza­jo­ne do dzia­ła­nia na peł­ny­ch obro­ta­ch czu­ją się nie­na­tu­ral­nie pozo­sta­jąc nagle w sta­nie cał­ko­wi­te­go spo­czyn­ku. Non stop prze­twa­rza­my infor­ma­cje i mie­rzy­my się z bodź­ca­mi, któ­re zewsząd do nas docie­ra­ją. Nasze ręce muszą być cały czas zaję­te, a choć­by chwi­la nic­nie­ro­bie­nia przy­pra­wia nas o wyrzu­ty sumie­nia tyl­ko. Zna­cie to? Ja rów­nież. A prze­cież żeby orga­ni­zm pra­wi­dło­wo funk­cjo­no­wał musi mieć czas żeby się zre­ge­ne­ro­wać, musi zostać odcię­ty od tego czym trak­tu­je­my go na co dzień. Jeśli, więc nie uda­je nam się odpo­cząć w warun­ka­ch domo­wy­ch to jedy­nym ratun­kiem jest zmia­na oto­cze­nia, zmia­na kli­ma­tu, brak dostę­pu do tele­wi­zji, inter­ne­tu, tele­fo­nu i przede wszyst­kim chęć — bez niej będzie­my kom­bi­no­wać [uśmie­ch]. Nie zawsze jed­nak są moż­li­wo­ści cza­so­we i finan­so­we żeby tak dia­me­tral­nie zmie­nić oto­cze­nie, ale już nawet week­en­do­wy wyjazd w góry czy nad morze przy­nie­sie zde­cy­do­wa­nie wię­cej korzy­ści niż upar­te tkwie­nie w jed­nym miej­scu.

6. DOBRY SEN
Podob­nie jak dwa powyż­sze punk­ty i ten moż­na z nimi połą­czyć. Odpo­wied­nia pora zasy­pia­nia, dłu­go­ść nasze­go snu i jego jako­ść podyk­to­wa­na ciszą, ilo­ścią świa­tła, bra­kiem prze­rw, odpo­wied­nią tem­pe­ra­tu­rą w sypial­ni i tym na czym śpi­my i w czym jest warun­kiem nasze­go wła­ści­we­go odpo­czyn­ku. Zesta­wie­nie to nie doty­czy oczy­wi­ście w więk­szej czę­ści świe­żo upie­czo­ny­ch rodzi­ców, ale wierz­cie mi pew­ne eta­py w życiu mija­ją i przy­cho­dzi rów­nież czas na regu­lar­ny zdro­wy sen.

7. UWAŻNOŚĆ
Jakiś czas temu w media­ch zaczę­ło coraz czę­ściej poja­wiać się nowe tro­chę obco brzmią­ce sło­wo, a mia­no­wi­cie mind­ful­l­ness. W skró­cie rze­cz ujmu­jąc cho­dzi o uważ­no­ść, obec­no­ść i kon­cen­tra­cję na danej chwi­li w życiu. Takie cza­sy teraz przy­szły, że wie­lo­za­da­nio­wo­ść uzna­je­my za powód do dumy. Robie­nie kil­ku rze­czy na raz i brak sku­pie­nia spra­wia, że dzia­ła­my tro­chę jak zapro­gra­mo­wa­ni nie dając sobie pra­wa do odczu­wa­nia, do bycia w danej chwi­li. Mind­ful­l­ness eli­mi­nu­je z nasze­go życia wszel­ką byle­ja­ko­ść, bo cho­dzi tu wła­śnie o jako­ść bycia i życia. Czas bie­gnie, pew­ne chwi­le, a w zasa­dzie więk­szo­ść z nich nigdy nie będzie mia­ło miej­sca powtór­nie. Zwal­nia­jąc tro­chę tem­po nasze­go życia jeste­śmy w sta­nie dostrzec to co w nim waż­ne — rela­cje, emo­cje, sma­ki, uczu­cia. To wszyst­ko skła­da się na jego jako­ść. Zatem czerp­my z tego co dobre, co nas budu­je i daje rado­ść i wycią­gaj­my wnio­ski z tego co nas doświad­cza i kształ­tu­je.

8. KONTAKT Z NATURĄ
Mam tu na myśli zarów­no bez­po­śred­nie obco­wa­nie z “zie­lo­nym” przez cho­dze­nie boso po tra­wie, pia­sku, kamy­ka­ch co rewe­la­cyj­nie dzia­ła na wszyst­kie recep­to­ry i komór­ki ner­wo­we znaj­du­ją­ce się na sto­pa­ch, doty­ka­nie drzew, zbie­ra­nie liści, kwia­tów, upra­wia­nie wła­sne­go ogro­du i zbie­ra­nie w nim malin lub tru­ska­wek, ale też ota­cza­nie się żywy­mi rośli­na­mi w domu i dba­nie o nie. Każ­dy kon­takt z natu­rą dzia­ła na nasze zmy­sły koją­co, uspo­ka­ja, wyci­sza co nie jest bez zna­cze­nia jeśli cho­dzi o utrzy­ma­nie rów­no­wa­gi w życiu i naszym zdro­wiu fizycz­nym i psy­chicz­nym.

9. ZDROWY ROZSĄDEK
Tutaj mam na myśli słu­cha­nie sie­bie. Nie może­my śle­po wie­rzyć we wszyst­ko czym kar­mią nas media mówią­ce, że coś jest dobre dla wszyst­ki­ch i ist­nie­ją rady uni­wer­sal­ne. W wypad­ku nasze­go zdro­wia musi­my mie­rzyć wła­sną mia­rą wszyst­ko to co do nas docie­ra. Oczy­wi­ście nikt nie chce naszej krzyw­dy mówiąc np. że opa­la­nie się jest szko­dli­we, jedze­nie sło­dy­czy i prze­two­rzo­nej żyw­no­ści rów­nież, tak jak pale­nie papie­ro­sów, moc­na kawa i zbyt szyb­ka jaz­da samo­cho­dem. Bez dwó­ch zdań tak jest, jed­nak nie dla każ­de­go “szko­dli­we” ozna­cza to samo. Naj­waż­niej­sza jest rów­no­wa­ga w życiu i cza­sem przy­jem­no­ść i mega daw­ka endor­fin wytwa­rza­ny­ch w mózgu pod wpły­wem szczę­ścia i dobry­ch emo­cji przy­nie­sie wię­cej pożyt­ku niż szko­dy. A zre­lak­so­wa­ny i spo­koj­ny orga­ni­zm czę­sto pora­dzi sobie szyb­ciej z ewen­tu­al­ny­mi kon­se­kwen­cja­mi zdro­wot­ny­mi niż ten, któ­re­mu fun­du­je­my wyłącz­nie wyrze­cze­nia i nega­tyw­ne wibra­cje w posta­ci kry­ty­ki inny­ch, zło­ści czy obwi­nia­nia sie­bie i inny­ch za stan w jakim się znaj­du­je­my. Daj­my sobie tro­chę luzu, wię­cej akcep­ta­cji a pół tablicz­ki cze­ko­la­dy, kubek lub trzy… kawy czy cia­sto i her­ba­ta każ­de­go popo­łu­dnia z kimś kocha­nym dadzą nam mnó­stwo rado­ści i fraj­dy co dobrze zro­bi też nasze­mu cia­łu. Bo z życia trze­ba mieć przy­jem­no­ść, któ­ra w efek­cie daje też zdro­wie.

10. REGULARNE BADANIA
Jeśli już mówi­my o zdro­wiu to nie może­my zapo­mi­nać o pod­sta­wo­wy­ch bada­nia­ch. Bez zna­cze­nia jest to, że uwa­ża­my że świet­nie się czu­je­my i nic nie wska­zu­je na to żeby cokol­wiek dzia­ło się złe­go w naszym orga­ni­zmie. Cza­sem cho­ro­ba nie daje wyraź­ny­ch symp­to­mów, a ujaw­nia się dopie­ro jak się na sobie sku­pi­my. A może po pro­stu powin­ni­śmy się bar­dziej na sobie sku­pić i dostar­czyć wię­cej wita­min i mine­ra­łów, może cza­sem to jak się odży­wia­my nie wystar­czy i koniecz­na będzie mądrze dobra­na suple­men­ta­cja? A to poka­żą nam pod­sta­wo­we bada­nia pro­fi­lak­tycz­ne: mor­fo­lo­gia krwi, poziom cukru, cho­le­ste­ro­lu, bada­nie moczu, usg pier­si, bada­nie der­ma­to­sko­po­we zmian skór­ny­ch czy wizy­ta u sto­ma­to­lo­ga. Nie szu­kaj­my dziu­ry w całym, ale zadbaj­my o sie­bie dla sie­bie i dla inny­ch.

Kie­dyś prze­czy­ta­łam bar­dzo mądre zda­nie, któ­re powie­dzia­ła Ewa Błasz­czyk w wywia­dzie dla Uro­dy Życia — “dbam o sie­bie, żeby mnie wystar­czy­ło na dłu­żej”. To nie­sa­mo­wi­cie mądre sło­wa, któ­re wte­dy bar­dzo głę­bo­ko we mnie utkwi­ły i od tam­tej pory sta­ram się wcie­lać w życie. Stąd też ten dzi­siej­szy taki dłu­gi tek­st, w któ­rym szcze­rze i jak na dło­ni napi­sa­łam jak to u mnie wyglą­da, co uwa­żam za waż­ne i co rze­czy­wi­ście zda­je egza­min. Będę Mamą trój­ki dzie­ci, jestem żoną, cór­ką, sio­strą.… Mam dla Kogo żyć i dbać o sie­bie.

2 komentarze

  1. Bar­dzo mądry i potrze­by tek­st plus zdję­cia któ­re dzia­ła­ją koją­co na duszę. ..to praw­da że musi nas wystar­czyć na dłu­żej a czę­sto o tym zapo­mi­na­my…

    1. Bar­dzo się zatem cie­szę, że przy­po­mnia­łam Ci o tym :) Dbaj­my o sie­bie Mag­da­le­no, mamy dla kogo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *