#kuchniazerowaste pesto z natki pietruszki

Krót­ko i na temat — nie lubię mar­no­wać jedze­nia i bar­dzo sta­ram się tego nie robić. Nie będę się zagłę­biać w temat i pisać o spo­so­ba­ch robie­nia zaku­pów ani o two­rze­niu jadło­spi­sów na cały tydzień ani o oszczę­dza­niu na pro­duk­ta­ch i kupo­wa­niu tych gor­szej jako­ści albo w mini­mal­ny­ch ilo­ścia­ch. O tym może­cie poczy­tać na wie­lu blo­ga­ch i por­ta­la­ch. Nie jestem rów­nież za odma­wia­niem sobie cze­go­kol­wiek; zasa­da jest pro­sta — mamy na coś ocho­tę i mamy na to pie­nią­dz to naj­nor­mal­niej w świe­cie sobie to kupu­je­my tyl­ko w roz­sąd­nej ilo­ści i z dobrym pla­nem wyko­rzy­sta­nia cało­ści, cie­szy­my się sma­kiem. W życiu moż­na odma­wiać sobie wie­le, ale nie­ko­niecz­nie dobre­go jedze­nia. Pro­ste. Pomy­słów na wyko­rzy­sta­nie tego co mamy w lodów­ce jest mnó­stwo, ale naj­zdro­wiej jest po pro­stu kupo­wać tyle ile jeste­śmy w sta­nie real­nie wyko­rzy­stać, wte­dy nie musi­my kom­bi­no­wać, choć wg mnie takie “kre­atyw­ne” goto­wa­nie jest faj­ne i czę­sto uda­ją się dania nie­po­wta­rzal­ne.

Mar­no­wa­nie jedze­nia to nie tyl­ko wyrzu­ca­nie zbyt duży­ch por­cji posił­ków, pro­duk­tów któ­re są po ter­mi­nie waż­no­ści czy taki­ch, któ­re zepsu­ły się w lodów­ce czy na pół­ce bo nie zdą­ży­li­śmy ich wyko­rzy­stać; to też wyrzu­ca­nie tego co sami wyho­do­wa­li­śmy na dział­ce czy w donicz­ce. Czę­sto tak się zda­rza choć zało­że­nie jest prze­cież inne — sie­je­my, pod­le­wa­my, doglą­da­my po to żeby mak­sy­mal­nie wyko­rzy­stać to co uro­śnie czy doj­rze­je. Bywa jed­nak, że cze­goś uro­sło za dużo, doj­rza­ło w nad­mia­rze czy zbyt szyb­ko. Sko­ro zatem nie widać kosz­tu tego na para­go­nie to łatwiej i bez wyrzu­tów sumie­nia się z tym roz­sta­je­my. A spo­so­bów na takie nad­wyż­ki jest spo­ro — od mro­że­nia i susze­nia po paste­ry­zo­wa­nie czy kisze­nie. Zwłasz­cza, że odpo­wied­nio teraz “zago­spo­da­ro­wa­ne” wita­mi­ny z powo­dze­niem prze­trwa­ją do zimy czy wcze­snej wio­sny kie­dy zde­cy­do­wa­nie zdro­wiej będzie je wyko­rzy­stać niż kupo­wać nowa­lij­ki.

Nie przez każ­de­go lubia­na, ale też bar­dzo nie­do­ce­nia­na natka pie­trusz­ki już dru­gi rok z rzę­du daje nam ogrom­ny plon, któ­re­go aż żal nie wyko­rzy­stać. W sezo­nie moż­li­wo­ści jest bar­dzo dużo, ale żeby sko­rzy­stać z niej zimą już nie­wie­le poza susze­niem i mro­że­niem posie­ka­nej natki. Ja zna­la­złam jesz­cze jeden — mro­żo­ne pesto. Ide­al­ne do maka­ro­nu! Wystar­czy roz­mro­zić, wymie­szać z ulu­bio­nym maka­ro­nem dodać kil­ka suszo­ny­ch lub świe­ży­ch pomi­do­rów lub kur­cza­ka i voila. Natu­ral­ne, pro­ste, peł­no wita­min i pycha!

PESTO Z NATKI PIETRUSZKI [ide­al­ne do mro­że­nia]

Potrze­bu­je­sz: spo­ry bukiet natki pie­trusz­ki, 3/4 szklan­ki łuska­ny­ch zia­ren sło­necz­ni­ka, olej rze­pa­ko­wy, 3 ząb­ki czosn­ku, sól mor­ską
______
Dzia­łaj: natkę opłu­cz pod bie­żą­cą wodą i osu­sz, par­tia­mi wrzu­caj do blen­de­ra (nie odci­naj łody­żek — zmik­su­ją się ide­al­nie, a zawie­ra­ją rów­nie dużo dobre­go co sama natka), w mię­dzy­cza­sie dosy­puj ziar­na sło­necz­ni­ka i dole­waj ole­ju. Na sam koniec wrzuć czo­snek i łyżecz­kę soli. Wszyst­ko zblen­duj na gład­kie pesto. Prze­łóż do fore­mek sili­ko­no­wy­ch lub tak jak ja do for­my na muf­fi­ny i zamróź. Goto­we zamro­żo­ne por­cje prze­łóż do pojem­ni­ków i wyko­rzy­stuj zimą.

smacz­ne­go

3 komentarze

  1. Hmmm.…świetny pomy­sł Paulinko.jak zawsze inspi­ru­je­sz. Wie­lo­krot­nie wyko­rzy­stu­ję Two­je rady i prze­pi­sy. A jak Two­je Dziew­czyn­ki?

  2. Pesto zrobione?zrobilam z ok 2 por­cji natki i dalam1,5lyzeczki soli. Dość sło­ne wyszło i się zasta­na­wiam czy przy 1 por­cji jest podobnie.myślę że w połą­cze­niu z maka­ro­nem będzie jed­nak ok. Pozdra­wiam cie­pło. Pięk­nie u Cie­bie jak zawsze.….

    1. Madziu, bar­dzo Cię prze­pra­szam, że odpi­su­ję po tak dłu­gim cza­sie, ale nie zro­bi­łam tego od razu a potem zapo­mnia­łam. Cie­szę się, że sku­si­łaś się na pesto, zimą będzie­sz zachwy­co­na. Co do ilo­ści soli to powiem Ci że w połą­cze­niu z maka­ro­nem i inny­mi dodat­ka­mi nie wyczu­wam żeby było jej zbyt dużo. Dla spraw­dze­nia pierw­szy maka­ron posól pod­czas goto­wa­nia tro­chę mniej. Zawsze moż­na dopra­wić, a tak szko­da tego co prze­so­lo­ne :) Pyta­łaś o Dziew­czyn­ki, a ja spy­tam: cze­mu ten czas tak szyb­ko mija? Mam wra­że­nie, że cza­sem nie nadą­żam reje­stro­wać tego jak się zmie­nia­ją. Pozdra­wiam Cię ser­decz­nie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *