moja skóra to lubi!

Ani jesień ani zima nie nale­żą do moich ulu­bio­ny­ch pór roku. Wrę­cz prze­ciw­nie. Zde­cy­do­wa­nie wolę kie­dy dni są dłuż­sze, sło­necz­ne i cie­płe. Kie­dy nie ma musu zakła­da­nia na sie­bie dłu­gi­ch ręka­wów, sza­li­ków, kur­tek, a skó­ra na dło­nia­ch nie robi się szorst­ka od ręka­wi­czek i niski­ch tem­pe­ra­tur. Jak­bym jed­nak nie lubi­ła tego chło­du i mro­ku i jak bar­dzo by tego nie wyna­gra­dza­ły jesien­ne liście, dynie, Świę­ta i puszy­ste płat­ki śnie­gu to zbyt wie­lu moż­li­wo­ści nie ma i opró­cz tęsk­ne­go spo­glą­da­nia w kie­run­ku wio­sny zna­la­złam kil­ka spo­so­bów żeby moja skó­ra nie odczu­ła zbyt bole­śnie tego cze­ka­nia na słoń­ce.

  1. Szczot­ko­wa­nie cia­ła na sucho.
    Pod­czas wal­ki z cza­sem każ­de­go poran­ka i w obli­czu bło­gie­go uczu­cia kie­dy wci­skam przy­ci­sk “drzemka“na tele­fo­nie i kła­dę gło­wę na cie­płej podusz­ce,  wygo­spo­da­ro­wa­nie 3 dodat­ko­wy­ch minut gra­ni­czy wrę­cz z cudem. Ale wierz­cie lub nie — te 3 minu­ty w zupeł­no­ści wystar­czą żeby sku­tecz­nie się dobu­dzić wła­śnie dzię­ki masa­żo­wi szczot­ką. To genial­ny spo­sób na pobud­kę i ogrom­ną daw­kę ener­gii wła­śnie rano. Wszyst­ko o czym trze­ba pamię­tać to odpo­wied­nia kolej­no­ść szczot­ko­wa­nia i wła­ści­wy ruch szczot­ką. Zaczy­na­my zawsze od stóp i ruchem przy­po­mi­na­ją­cym tro­chę “wymia­ta­nie” okru­chów prze­su­wa­my się w kie­run­ku ser­ca, potem dło­nie i przed­ra­mio­na w iden­tycz­ny spo­sób  — rów­nież w kie­run­ku ser­ca, a brzu­ch i dekolt rucha­mi okręż­ny­mi. Ma to za zada­nie pobu­dze­nie naczyń lim­fa­tycz­ny­ch do pra­cy na wyż­szy­ch obro­ta­ch i usu­wa­nie tok­syn nagro­ma­dzo­ny­ch w orga­ni­zmie. To nie jedy­ny plus. Dzię­ki szczot­ko­wa­niu skó­ra sta­je się mięk­ka i gład­ka oraz nabie­ra kolo­ru dzię­ki lep­sze­mu ukrwie­niu.
    Inter­ne­to­we porad­ni­ki mówią o 5–10 minu­to­wym masa­żu, ale moje 3 minu­ty też przy­no­szą świet­ne efek­ty przy regu­lar­nym sto­so­wa­niu. Jeśli zaś cho­dzi o szczot­kę to naj­le­piej żeby była ona z włók­na natu­ral­ne­go lub mie­sza­ne­go. Pole­ca­ne są te z wło­sia np. dzi­ka, ale nie jestem prze­ko­na­na i wybra­łam włók­na aga­wy mie­sza­ne z syn­te­tycz­ny­mi cze­go wyni­kiem jest odpo­wied­nia mięk­ko­ść. Dzię­ki temu moja skó­ra nigdy nie była podraż­nio­na i nie musia­ła się dłu­go przy­zwy­cza­jać do tego typu pie­lę­gna­cji. Przy wybo­rze szczot­ki zwróć­cie uwa­gę rów­nież na to czy prze­zna­czo­na jest do szczot­ko­wa­nia na sucho czy na mokro np. pod prysz­ni­cem oraz na jej kształt — powin­na wygod­nie leżeć w dło­ni i nie powo­do­wać bólu nad­garst­ka przez swój dziw­ny kształt.
  2. Peeling
    O ile masaż szczot­ką sta­ram się wyko­ny­wać codzien­nie tak peeling całe­go cia­ła w tym wypad­ku wystar­czy jeśli zro­bię już tyl­ko raz w tygo­dniu.  Od dłuż­sze­go cza­su uży­wam prak­tycz­nie wyłącz­nie kosme­ty­ków natu­ral­ny­ch i bar­dzo sobie chwa­lę tę zmia­nę. Peelin­gi, w któ­ry­ch jestem zako­cha­na to te cukro­we lub sol­ne z dodat­kiem ole­jów. Po uży­ciu takiej mie­szan­ki skó­ra jest nie­sa­mo­wi­cie gład­ka, mięk­ka i nie ma potrze­by sto­so­wa­nia kre­mu lub bal­sa­mu do jej nawil­że­nia.
    Mam swo­je dwa ulu­bio­ne peelin­gi — cukro­wy śliw­ko­wy z Mini­ster­stwa Dobre­go Mydła oraz cukro­wy z dodat­kiem soli hima­laj­skiej o zapa­chu tra­wy cytry­no­wej z Ios­si. Nawet nie szu­kam już inny­ch [uśmie­ch].
  3. Mięk­ka, dobrej jako­ści woda pod prysz­ni­cem.
    Nie posia­dam wan­ny co skut­ku­je tym, że nie­zna­ne jest mi uczu­cie zanu­rze­nia się w pach­ną­cej pia­nie po czu­bek nosa. Moja kąpiel to raczej szyb­ka spra­wa i brak moż­li­wo­ści zmięk­cze­nia wody zanim zetknie się ze skó­rą.  Woda z wodo­cią­gu miej­skie­go czę­sto jest bar­dzo twar­da co powo­du­je szyb­kie osa­dza­nie się kamie­nia na arma­tu­rze łazien­ko­wej, a co dopie­ro na naszej skó­rze.
    Zwy­kle razem z nadej­ściem jesie­ni, włą­czo­ne­go ogrze­wa­nia, nosze­nia dłu­gi­ch ręka­wów i sza­li­ka tuż przy skó­rze poja­wia­ły się na niej wysu­szo­ne i podraż­nio­ne miej­sca, a wyj­ście spod prysz­ni­ca zawsze ozna­cza­ło ścią­gnię­tą i pie­ką­cą skó­rę. Ten dys­kom­fort dawał się coraz bar­dziej we zna­ki i posta­no­wi­li­śmy zamon­to­wać fil­tr prysz­ni­co­wy. Efekt nie poja­wił się od razu po pierw­szej kąpie­li, ale z cza­sem minę­ło to okrop­ne uczu­cie spra­gnio­nej, ścią­gnię­tej skó­ry, wło­sy są zde­cy­do­wa­nie bar­dziej mięk­kie i od daw­na nie poja­wi­ło się żad­ne podraż­nie­nie i prze­su­sze­nie. Fil­tr FITa­qua zawie­ra wkład cyn­ko­wo-mie­dzio­wy, któ­ry neu­tra­li­zu­je dzia­ła­nie chlo­ru, soli wap­nia i magne­zu, a dodat­ko­wo zatrzy­mu­je nikiel, chrom i meta­le cięż­kie, a tak­że grzyb­nie i bak­te­rie, któ­re mogą zna­leźć się w miej­skiej wodzie.
    Na www.sklep.fitaqua.pl, na hasło “pre­zent” otrzy­ma­cie 10% raba­tu z oka­zji Świąt na cały asor­ty­ment.
  4. Ole­je i olej­ki
    Lubię. Bar­dzo lubię. Skó­ra jest po nich mięk­ka i pach­nie pięk­nie. Już od daw­na mój ulu­bio­ny to olej z pestek śliw­ki. Lek­ki, szyb­ko się wchła­nia i pach­nie jak ciast­ko mar­ce­pa­no­we. Kil­ka bute­le­czek już za mną i na razie nie widzę dla nie­go kon­ku­ren­ta.

 

2 komentarze

  1. Znam ten fil­tr, napraw­dę poma­ga w utrzy­ma­niu odpo­wied­nie­go nawil­że­nia skó­ry w trud­nym dla skó­ry jesien­no-zimo­wym cza­sie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *