bliżej życia

Dzi­siaj chy­ba wypa­da mi się z Wami na nowo przy­wi­tać tak dłu­ga prze­rwa w pisa­niu za mną. Zatem dzień dobry, dobry wie­czór, cześć!

Spo­ro się zmie­ni­ło od ostat­nie­go wpi­su, spo­ro emo­cji przy­bra­ło na sile i wie­le decy­zji za mną, za nami. Po pierw­sze zmia­na miej­sca, w któ­rym żyje­my z mia­sta (nie­wiel­kie­go, ale mia­sta) na wieś, praw­dzi­wą wieś gdzie księ­życ świe­ci tak moc­no, że miesz­ka­jąc tyle lat w mie­ście nie mia­łam poję­cia że może tak moc­no; gdzie rano w dro­dze do szko­ły patrzy­my z Lili na Tatry, gdzie dro­gę prze­bie­ga­ją nam sar­ny, nad domem szy­bu­ją jastrzę­bie i myszo­ło­wy i gdzie co week­end łazi­my po lesie. Czy chcia­łam tej zmia­ny, czy cze­ka­łam na to? Nawet nie wie­cie jak bar­dzo. Odkąd sta­nę­ła nam przed ocza­mi wizja tej prze­strze­ni, któ­rą widzę co rano przy­go­to­wu­jąc śnia­da­nie to chy­ba nie myśle­li­śmy już o niczym innym.

I tak od nie­daw­na miesz­ka­my spo­ry kawa­łek od mia­sta, a za oknem mamy las. Żyje­my zde­cy­do­wa­nie wol­niej, ciszej, bli­żej życia.

Zmian na tym nie koniec [uśmiech]. Ogrom­na doty­czy­ła mnie samej i zmia­ny moje­go miej­sca pra­cy na wła­sne biur­ko, pro­gram gra­ficz­ny i kil­ka obiek­ty­wów. Teraz może­cie mnie zna­leźć też tutaj — www.simplelab.com.pl. Zapra­szam ser­decz­nie. Dzię­ki tej zmia­nie mogę się reali­zo­wać i robić to co uwiel­biam w tem­pie dosto­so­wa­nym do tych któ­rych kocham i do miej­sca, w któ­rym żyje­my.

Oczy­wi­stym jest, że nie­któ­rym na to co powy­żej napi­sa­łam cierp­nie skó­ra i nie dla nich ani takie zmia­ny, a tym bar­dziej takie życie. I bar­dzo dobrze, bo ja sama dzi­siaj już wiem że nie ma uni­wer­sal­nych roz­wią­zań, tych samych prio­ry­te­tów dla każ­de­go, cza­sem też moż­li­wo­ści. Nie dla każ­de­go też tryb slow ozna­cza to samo. Zale­ży od potrzeb, oso­bo­wo­ści i indy­wi­du­al­nych pre­fe­ren­cji. Znam ludzi, któ­rzy świet­nie funk­cjo­nu­ją i reali­zu­ją się na wie­lu polach jed­no­cze­śnie i świet­nie się z tym czu­ją. Ale jeśli coś już się w gło­wie uro­dzi­ło, coś nas gnie­cie, wier­ci dziu­rę w brzu­chu to nawet mała zmia­na i jed­na pod­ję­ta decy­zja w per­spek­ty­wie cza­su zro­bi ogrom­ną róż­ni­cę.
Jak zatem zwol­nić kie­dy myśl o tym nie daje spo­ko­ju? Umó­wić się ze sobą na kawę. Wyrwać 15 minut z pędzą­ce­go dnia i zwy­czaj­nie zasta­no­wić się co tu i teraz jest waż­ne, z czym czu­jesz się dobrze i prze­ga­dać nawet całą noc ze sobą i z kimś dla nas naj­waż­niej­szym i spy­tać co dalej? Nigdy nie trze­ba wywra­cać życia od razu do góry noga­mi… cho­ciaż? [uśmiech]. Moż­na zwy­czaj­nie zacząć od zmia­ny mar­ga­ry­ny na masło czy popo­łu­dnia przed tele­wi­zo­rem na wyciecz­kę, zasta­no­wić się jakie mamy prio­ry­te­ty żeby pożyć jak chce­my, a nie jak wyszło żeby życie prze­sta­ło prze­cie­kać przez pal­ce. Jeśli nie zatrzy­ma­my się cho­ciaż na tę pięt­na­sto­mi­nu­to­wą kawę to nic się nie­ste­ty nie zmie­ni. Wybór mamy zawsze.

I tak od nie­daw­na miesz­ka­my spo­ry kawa­łek od mia­sta, a za oknem mamy las. Żyje­my zde­cy­do­wa­nie wol­niej, ciszej, bli­żej życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *